Rozmowa z Józefem Cupakiem, poetą z Wary, zwycięzcą XXIV Międzynarodowych Spotkań Poetów „Wrzeciono 2018” w Nowej Sarzynie oraz laureatem 2 miejsca w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „O różę Karoliny” w Namysłowie.

Józef Cupak

Sebastian Czech: Przełom roku 2017 i 2018 okazał się bardzo ważny dla pańskiej twórczości. W tym czasie bowiem wysoko ocenione zostały pańskie utwory w dwóch prestiżowych konkursach literackich. W Namysłowie, gdzie opiniowano ponad 200 prac autorów z całej Polski uplasował się pan na 2 miejscu, zaś w Nowej Sarzynie wygrał Pan XXIV Międzynarodowe Spotkania Poetów „Wrzeciono 2018”. Tam recenzowano przeszło 300 zestawów wierszy nadesłanych z Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Kazachstanu, Włoch, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Białorusi, Szwecji, Niemiec, Rosji, Słowacji, Islandii i Grecji. Który z tych sukcesów jest dla pana ważniejszy?
Józef Cupak: Stawiam je w jednym szeregu. Cieszę się natomiast, że wiersz rymowany w niektórych miejscach wraca do łask, zaczyna być zauważalny, nie jest już spychany na dalszy plan. A ja rymy właśnie preferuję, tak pisałem, piszę i jeśli nadal będę pisał, to najpewniej wierszem rymowanym.

S. Cz.: Repertuar wysłany do Namysłowa poruszał między innymi współczesne problemy egzystencjalne, dotyczące na przykład emigracji zarobkowej młodych ludzi.
J. C.: Część przeżyć przeniosłem nawet z własnego podwórka, ponieważ moja córka wyjechała kiedyś do Holandii, pracowała też we Włoszech. Nie mogłem się z tym trochę pogodzić, bo nie chciałbym żeby młodzi, zdolni ludzie w Polsce mieli taki przymus ekonomiczny.

S. Cz.: Właśnie problem emigracji ekonomicznej porusza pan dość często w swoich wierszach, uważa pan, że dotyka ona przede wszystkim Podkarpacia?
J. C.: Nie tylko. Mam znajomych w całym kraju i sprawa wyjazdów zagranicznych zarobkowych też nie jest im obca. Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że wyjeżdżają ludzie wykształceni, z określonymi umiejętnościami, ambicjami. Mogliby swoim talentem wpływać na rozwój tego kraju, a z ich kwalifikacji korzystają inni. Tylko, żeby było jasne: nie mam nic przeciwko międzynarodowej wymianie doświadczeń, otwarciu granic, bo to zjawisko pozytywne, pozwalające na rozwój wszystkim państwom, gwarant postępu technologicznego, poznawania innych kultur. Boję się tylko, żeby przy takiej tendencji emigracyjnej, jaką obserwujemy obecnie, nie uczyniono z Polski domu starców. Dodam jeszcze, że córka z zięciem wrócili już z Holandii, zamieszkali w Krakowie, więc może to początek odwrotnego kursu. Młodzi zaczną wracać do kraju.

S. Cz.: „My radość dziecka zabijamy w sobie, nas przytłaczają strasznie ważne sprawy, ona umarła i we mnie i w tobie, nie mamy czasu na chwile zabawy” pisze pan w jednym z nagrodzonych wierszy poddanym ocenie jury. Codzienność, pogoń za sukcesem nie pozwalają cieszyć się życiem?
J. C.: Mamy trochę taki przysłowiowy wyścig szczurów. I to bez mety, bo chcemy coraz więcej, więcej, ciężko wyhamować, zadowolić się jakąś kwotą, czy gratyfikacją finansową. Jak osiągamy jakiś poziom, ruszamy na kolejny szczyt, z kolejnym wyzwaniem. Oczywiście, pieniądz jest potrzebny do egzystencji, normalnego życia, ale według mnie nie może przysłaniać wszystkiego. Są sfery duchowe, których się za pieniądze nie kupi i pamiętajmy też o tym przy realizacji wszelkich życiowych planów.

S. Cz.: Co jest dla poety ważniejsze: ukazywanie współczesności, czy jednak przeszłości?
J. C.: Często wracam do przeszłości z racji wieku i sentymentu. To były wspaniałe czasy, nawet jeśli przeżywane w uboższych warunkach. Rodzinny dom w dużym stopniu kształtuje człowieka, dziecięca beztroska uszczęśliwia, wszystko pozostaje w pamięci na całe życie. Młodość jest piękna sama w sobie. Są w niej: nadzieja, plany, marzenia. Perspektywa całego życia.

S. Cz.: I właśnie między innymi utwór „Pamięci rodzinnego domu” nawiązujący do dzieciństwa zapewnił panu sukces w Nowej Sarzynie. „Rozburzyli mój dom rodzinny, już nie straszy rudera pusta, ale w nim się me sny spełniały, czas miniony zapełniał lustra” oznajmia pan w jednym z wersów.
J. C.: Wiadomo, że stare domy się burzy, nowe buduje. Taka jest kolej rzeczy, tego nikt nie zmieni. Ale tkwi w nas sentyment do przeszłości, którą symbolizują między innymi rodzinne domy. To nie tylko murowane, czy drewniane budynki, to nasza historia i naszych bliskich. Pozostająca w sercu, myślach, wspomnieniach.

Józef Cupak

S. Cz.: Poecie łatwiej pogodzić się z upływającym czasem dzięki utrwalaniu wielu wydarzeń w wierszach na papierze?
J. C.: W sercu poety jest ciągłe rozdarcie. Każdemu ciężko jest przejść do porządku dziennego nad przemijającym czasem. Żyjemy szybko, człowiek uwija się w codziennym kieracie, myśli o różnych sprawach, stara się o różne rzeczy, chce jeszcze coś załatwić, tamto dokończyć i nagle uświadamia sobie, że dzieci dorosły, a sam jest w sile wieku. Trafia do niego, że kawał życia już przeleciało, i że czas nie zwalnia ani na sekundę. W pewnym momencie zaczynamy inaczej myśleć, przewartościowywać niektóre sytuacje, inaczej podchodzić do problemów. O przemijaniu staram się pisać, przedstawiać to naturalne zjawisko w odpowiednim świetle. Dlatego wielką nagrodą są dla mnie opinie czytelników, którzy niektóre moje wiersze traktują jako swoistą terapię. Mówią mi: Józek, jak mam chandrę, jak mnie coś męczy, to usiądę, przeczytam twój wiersz i już mi lepiej. To dla poety największa nagroda, ponieważ wiersze mają głębiej zaglądać w duszę każdego z nas, a jednocześnie przekazywać uniwersalne przesłania. Wyciszać, uspokajać, prowokować do myślenia nad naszym życiem. I właśnie jeżeli moja twórczość kogoś wycisza, łagodzi czyjeś poglądy, zmienia perspektywy, dodaje otuchy, to jestem szczęśliwy.

S. Cz.: A sukcesy i nagrody w konkursach ważne są dla poety, czy bardziej cieszą satysfakcja z dobrze napisanego utworu i pozytywne opinie czytelników?
J. C.: Oczywiście, że ważne, bo to również weryfikacja twórczości świadcząca o jakości pisania. Zauważenie wiersza przez jurorów i otrzymane wyróżnienie jest po prostu budujące. To jak w każdej działalności, każdej pracy. Jak ktoś pochwali, to robi przyjemność, jak ktoś zgani, to najczęściej podcina skrzydła. Nie miałem natomiast nigdy poczucia, że napisałem coś genialnego. Cały czas człowiek szuka, doskonali swój warsztat, dąży do doskonałości.

S. Cz.: Wcześniej często brał pan udział w konkursach w Namysłowie i Nowej Sarzynie?
J. C.: W Namysłowie debiutowałem, a do Nowej Sarzyny ostatni raz wiersze wysłałem 13 lat temu. Miałem wyróżnienie, ale do pierwszej trójki przebić mi się nie udało. Teraz powiedziałem do kolegi, że jeszcze napiszę do Nowej Sarzyny i zakończę udział w konkursach.

S. Cz.: I faktycznie ostatni raz uczestniczył pan w literackich konfrontacjach?
J. C.: Zaklinał się nie będę. Z tym pisaniem jest, jak z żabą zapierającą się przed kolejnym skokiem do błota. Niby nie chce, ale w końcu wskoczy. Pewnie i ze mną tak będzie, zobaczymy.

S. Cz.: A takie sukcesy umożliwiają wypłynięcie na szersze wody, na przykład publikację w ogólnopolskich czasopismach literackich?
J. C.: Nie próbuję sił na arenie ogólnopolskiej. Publikuję w czasopismach regionalnych, Wiadomościach Brzozowskich, czy Brzozowskiej Gazecie Powiatowej, moje książki dotarły do Australii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Austrii i może jeszcze gdzieś, gdzie nie wiem, także nie mam potrzeby rozpychać się łokciami na inne obszary. Jestem regionalnym twórcą, kiedyś pisałem taką satyrę: „mnie tu jest dobrze, ja jestem stąd, gdybym wyjechał to byłby błąd”. I tak samo jest z moją twórczością.

S. Cz.: Jak pan napisał: „w domu rodzinnym sny się spełniały”. A w życiu dorosłym również zrealizował pan swoje marzenia?
J. C.: Człowiek przeważnie planuje, a wychodzi jak samo chce. Ale wiele mi się spełniło. Przede wszystkim mam udaną rodzinę, żonę, dzieci, wnuki. Z dziećmi nie miałem nigdy problemów, wszyscy się wykształcili, ciężką i uczciwą pracą zarabiają na chleb. Wiele satysfakcji przynosi mi też działalność literacka, także nie ma na co narzekać. Jestem zadowolony.

Rozmawiał Sebastian Czech

Pamięci rodzinnego domu

Rozburzyli mój dom rodzinny
Już nie straszy „rudera pusta”
Ale w nim się me sny spełniały
Czas miniony zapełniał lustra
W nim spędzałem najmłodsze lata
W świat ruszałem spod dachu cienia
I w tym domu umierał tata
Kawał czasu i różne wspomnienia
Lecz on będzie stawał na nowo
Bo go wskrzeszę z strzępów pamięci
Nikt nie zburzy daję wam słowo
Miejsc co pamięć ludzka uświęci

Józef Cupak - I miejsce w XXIV Międzynarodowych Spotkaniach Poetów „Wrzeciono 2018”  w Nowej Sarzynie