 Wojciech to imię słowiańskie. Składa się z dwóch członów: woj – wojownik oraz ciech. Ten ostatni człon odnajdujemy również w innych wyrazach, jak pociecha, czy uciecha.
Hagiografia zna tylko jednego świętego noszącego to imię. Postać tego świętego zaważyła na szybkim awansie kulturowym Polski w kręgu chrześcijańskiej Europy oraz na historycznej rozbudowie polskiej organizacji kościelnej. Święty Wojciech spędził w Polsce zaledwie kilka ostatnich miesięcy swojego życia. Jego znaczenie jednak dla naszych ziem jest tak wielkie, że współcześni i potomni uznali go za patrona Polski.
Święty Wojciech Adalbert urodził się w Czechach około 956 roku. Jego ojciec był głową możnego rodu. Początkowo rodzice chcieli, aby ich przedostatni syn został rycerzem. Jednak w czasie niebezpiecznej choroby dziecka ślubowali, że uzdrowionego syna poświęcą służbie Bogu. Wojciech wyzdrowiał i w 972 roku został odwieziony na naukę do szkoły katedralnej w Magdeburgu. Wykazywał duże zdolności umysłowe, kształcił się pod okiem znanego uczonego Otryka, wreszcie był ukochanym uczniem arcybiskupa Adalberta, którego imię przybrał, mając 16 lat. Jako Adalbert figuruje we wszystkich dotąd znanych dokumentach. Pod tym również imieniem znany jest na Zachodzie.
Po śmierci arcybiskupa Adalberta wrócił Wojciech do Pragi, znajdując miejsce przy tamtejszym biskupie Dytmarze. Gdy ten wkrótce zmarł, powołano Wojciecha na biskupa Pragi. Jego konsekracja odbyła się 29 czerwca 983 r. Celem jego pracy biskupiej było służenie innym. Propagował życie wypełnione pracą i modlitwą. Oddawał się działalności charytatywnej. Odwiedzał więzienia, wysłuchiwał biedaków, chodził na targi niewolników. Zabiegał o wzmocnienie zasad moralnych wśród duchownych, występował przeciwko łamaniu celibatu, piętnował wielożeństwo.
Widząc, że jego praca i upomnienia są daremne, opuścił stolicę biskupią i udał się d Rzymu, by wszystko przedstawić papieżowi Janowi XV. Ten nie zwolnił go z obowiązków biskupich, ale pozwolił mu oddalić się na pewien czas dla przemyślenia wszystkiego od początku. Wojciech wraz ze swym bratem Radzimem wybrał się do Ziemi Świętej. Przebywał także przez trzy lata w klasztorze benedyktynów w Rzymie.
Gdy w Pradze zmarł jego sufragan i zastępca Falkold Czesi zażądali powrotu Wojciecha. Wrócił więc i zabrał się za budowę kościołów tam, gdzie były osady ludzkie. Starał się także o dokładniejsze wyznaczenie i utrwalenie dokumentem cesarskim granic diecezji praskiej. Wysłał też wówczas misjonarzy na Węgry. Stanął w obronie kobiety oskarżonej o cudzołóstwo, na dworze książęcym w Pradze, rzucając na jej morderców klątwę. W akcie zemsty oprawcy napadli na Libice, rodzinny gród św. Wojciecha, spalili go i zamordowali czterech braci świętego wraz z ich rodzinami. Wojciech przebywający wówczas w Rzymie z ogromną boleścią przyjął tę wiadomość i postanowił nie wracać do Pragi. Udał się na dwór cesarza Ottona III jesienią 996 r. Stamtąd pojechał na dwór Bolesława Chrobrego, gdzie przebywał jego brat Sobibór, jedyny uratowany z pogromu. Król chciał zatrzymać Wojciecha jako swego pośrednika w misjach dyplomatycznych. Kiedy ten odmówił, dał mu król do osłony 30 wojów na wyprawę misyjną do Prus. Z Wojciechem wyruszyli jego brat Radzim i subdiakon Benedykt Bogusza, który znał język pruski i miał być tłumaczem. Przez Gdańsk udali się w okolice Elbląga. Wojciech wszędzie nauczał i chrzcił tamtejszą ludność.
W piątek 23 kwietnia 997 r. Prusowie otoczyli misjonarzy, związali i powlekli na niewielki pagórek. Tam jeden z kapłanów pogańskich zadał Wojciechowi pierwszy śmiertelny cios. Potem sześć włóczni przebiło jego ciało. Głowę męczennika odcięto i wbito na żerdź. W wieku 41 lat Wojciech oddał duszę Bogu.
Prusowie puścili wolno Radzima i Benedykta wysyłając ich do króla po okup. Chrobry wykupił ciało biskupa i złożył uroczyście w Gnieźnie. Cesarz Otton III zwrócił się do papieża Sylwestra II o kanonizację Wojciecha. Stało się to w roku 999.
Święty Wojciech jest obok Matki Bożej i św. Stanisława Biskupa, głównym patronem Polski oraz patronem kilku diecezji, w tym gnieźnieńskiej i gdańskiej. Jego imię jest u nas bardzo popularne. Ku jego czci wybudowano w Polsce 170 kościołów. Corocznie do trumny z jego relikwiami przybywa Episkopat Polski i rzesze wiernych.
Kult św. Wojciecha szerzył się w Polsce już od jego śmierci, a że dzień poświęcony temu męczennikowi wypada w okresie wzmożonych prac rolniczych i pierwszych wypasów bydła na łąkach, kultura ludowa ustanowiła tego świętego szczególnym opiekunem tych zwierząt. „Na świętego Wojciecha wołowi pociecha, bo się najadł trawy, że ledwie dycha”. Wierzono, że wigilia św. Wojciecha jest dniem szczególnej działalności czarownic odbierających krowom mleko. Okadzano więc bydło dymem z ziół poświęconych na Matkę Boską Zielną, wiele zwierząt miało zawieszone na rogach wianuszki ze święconych ziół i znak krzyża uczyniony święconą kredą w Trzech Króli.
Opuszczające zagrodę bydło uderzano święconymi palmami, dawano krowom i wołom do zjedzenia sól czy kawałek chleba ze stołu wielkanocnego.
Piękny obrzęd pod tytułem „Krasula” nawiązujący do wypędzania krów na pierwsze wypasy, odczyniania uroków, pilnowania domostwa i bydła przed czarownicami posiada w swym repertuarze zespół obrzędowy „Graboszczanie” z Grabownicy Starzeńskiej, w pow. brzozowskim. Nagrodzony został I miejscem w Tyczynie podczas Przeglądu Zespołów Obrzędowych woj. Podkarpackiego.
Po dniu św. Wojciecha wyruszali na hale pasterze z owcami. Były to tzw. redyki. Była to ważna uroczystość w pasterskiej społeczności dawnych wsi podkarpackich, pełna magicznych zabiegów, mających zapewnić pomyślny przebieg wypasu przez cały sezon, trwający do dnia św. Michała – 29 września. Liczono owce dokładnie, okadzano, zabierano ze sobą do szałasów święcone zioła, kreślono nad stadem znak krzyża, żeby złe nie miało do niego przystępu.
Z dniem 23 kwietnia związane są liczne przysłowia: „ Na Świętego Wojciecha, naszego patrona już się w zbożu schowa i zając, i wrona”, „Święty Wojciech sieje, a święty Marek się z niego śmieje”, „Grzmot w świętego Wojciecha to chłopięca uciecha”, „Gdy na Wojciecha rano plucha, do połowy lata będzie ziemia sucha”, „Jeśli na świętego Wojciecha deszcz pada, to trzecia kopa siana na łąkach przepada”, „Taka pszenica zwykle urodzajna bywa, która na święty Wojciech przepiórkę przykrywa”, „Dla ojca pociecha, mieć syna Wojciecha”.
Halina Kościńska
|