Drukuj

Kardiowertery

W Szpitalu Specjalistycznym w Brzozowie Podkarpackim Ośrodku Onkologicznym wszczepiono pierwsze stymulatory serca i kardiowertery. To przełom w rozwoju funkcjonującego od 5 lat oddziału kardiologii, a jednocześnie doskonała wiadomość dla pacjentów leczących się w Brzozowie. A tych rocznie jest około tysiąca. Zabiegi przeprowadził zespół brzozowskich lekarzy pod kierunkiem elektrokardiologa, dr n. med. Jacka Bednarka.
- Pierwsza z pacjentek miała bardzo niskie tętno, co upośledzało praktycznie jej wszystkie czynności życiowe. Poprzez implantację rozrusznika zapewniliśmy jej tętno stałe na poziomie 70 na minutę, dzięki czemu odzyska siły witalne i w sposób zdecydowany poprawi komfort życia. Drugi z pacjentów jest czynny zawodowo, stosunkowo młody, ale niezwykle zagrożony, posiadający istotne czynniki ryzyka nagłej śmierci sercowej. Migotanie, czy trzepotanie komór, to arytmie w stu procentach śmiertelne, jeżeli nie są odpowiednio leczone. A jedyną terapią zapobiegającą takim konsekwencjom jest wszczepienie kardiowertera defibrylatora - powiedział dr n. med. Jacek Bednarek. To urządzenie posiadające dwie funkcje: rozrusznika serca, zapewniającego odpowiedni jego rytm oraz generatora impulsu wysokoenergetycznego, powodującego automatycznie elektrowstrząs w momencie rozpoznania arytmii. - Pacjentowi zatem poprawiliśmy jakość życia poprzez stabilizację tętna oraz bezpieczeństwo, ponieważ prawdopodobnie nigdy nie umrze nagle na serce - podkreślił dr Jacek Bednarek.
Pacjenci po przebytym zawale serca, zapaleniu mięśnia sercowego, chorujący na zaawansowaną cukrzycę, nadciśnienie powinni być poddawani badaniom elektrokardiograficznym w postaci normalnego, ale regularnego EKG, lub też EKG holterowskiego, trwającego 24 godziny. Takie badania bowiem pozwalają zdiagnozować arytmię serca, występowanie skurczy komorowych, początki trzepotania komór. - Z tymi schorzeniami pacjenci są w pewnym sensie kandydatami do implantacji rozrusznika, czy defibrylatora. Natomiast finalną decyzję podejmuje się po weryfikacji kurczliwości mięśnia serca za pomocą echokardiografii. Wiemy wówczas czy serce jest powiększone, czy są powiększone jamy serca, co stanowi kolejny czynnik ryzyka, czy wreszcie serce jest na tyle silne, żeby wywoływać odpowiedni skurcz mierzony w procentach. Fachowo nazywamy to frakcją wyrzutową i jeśli wynosi poniżej 35 procent, wówczas pacjent staje się automatycznie kandydatem do implantacji kardiowertera defibrylatora - dodał dr Jacek Bednarek.
Na choroby kardiologiczne, zwłaszcza chorobę wieńcową częściej zapadają mężczyźni. U mężczyzn również częściej zdarzają zawały serca. Teoretycznie zatem będą oni częstszymi kandydatami do implantacji kardiowertera defibrylatora. - Nie zapominajmy jednak, że takie schorzenie, jak zapalenie mięśnia serca nie wybiera płci. Atakuje w równym stopniu mężczyzn i kobiety, a po zapaleniu mięśnia masywnym konsekwencje są takie same, jak po zawale mięśnia serca - dodał dr Bednarek. Czynnikiem odgrywającym dużą rolę w kontekście częstości rytmu serca jest wiek. Im jesteśmy starsi, tym serce bije wolniej. Jeśli nie reaguje odpowiednio na przyspieszające leki, to jedyną pozostająca terapią jest implantacja rozrusznika. - Dlatego większość pacjentów, którym wszczepiamy rozruszniki celem poprawy jakości życia są ludzie starsi. Przychodzą do szpitala z tętnem 40, 50 na minutę, a opuszczają placówkę z tętnem 70 i wracają praktycznie do pełni zdrowia - zapewnił dr n. med.  Jacek Bednarek.
- Od paru lat przygotowywaliśmy się do wszczepiania stymulatorów serca i kardiowerterów. Zwieńczyliśmy starania sukcesem, dzięki czemu zrobiliśmy olbrzymi krok do przodu w rozwoju brzozowskiej kardiologii.  Rozszerzając zakres działalności zwiększyliśmy bezpieczeństwo pacjentów, korzystających na miejscu z nowoczesnych zabiegów kardiologii inwazyjnej. Początkowo wykonywanych będzie ich kilka w miesiącu. Co równie ważne, wszystkie kontrole urządzeń implantowanych będą realizowane na naszym oddziale bezpłatnie - powiedział dr Marek Styczkiewicz - Ordynator Oddziału Kardiologii Szpitala Specjalistycznego w Brzozowie.
W uroczystym spotkaniu, inaugurującym nową działalność oddziału kardiologii, uczestniczyli parlamentarzyści, samorządowcy różnego szczebla, lekarze oraz pracownicy szpitala.

 

inf. własna

 

 * * *

Uchroń się przed zawałem

Dorota StyczkiwiczRozmowa z dr n med. Katarzyną Styczkiewicz, lekarzem Oddziału Kardiologii Szpitala Specjalistycznego Podkarpackiego Ośrodka Onkologicznego w Brzozowie

Andrzej Józefczyk: Choroby układu krążenia są przyczyną ponad połowy zgonów wśród kobiet i blisko 41 procent wśród mężczyzn. Czy można oszacować, jakie jest ryzyko zgonu na choroby sercowo-naczyniowe u konkretnej osoby?
Katarzyna Styczkiewicz: W kardiologii mamy proste narzędzia i kalkulatory pozwalające oszacować to ryzyko. Posługując się pięcioma prostymi czynnikami, biorąc pod uwagę płeć, poziom całkowitego cholesterolu, wartość ciśnienia tętniczego, wiek oraz fakt palenia bądź niepalenia papierosów jesteśmy w stanie z dużym prawdopodobieństwem ocenić ryzyko zgonu w przeciągu 10 lat.

A.J.: Czy do chorób układu krążenia może dojść nagle?
K. S.: Jest to proces, który rozwija się przez całe nasze życie. U podłoża leży wiek, tzw. status socjoekonomiczny, brak wsparcia społecznego. W oparciu o to dochodzi do rozwoju pewnych niekorzystnych nałogów, które prowadzą do chorób miażdżycorodnych i w konsekwencji do chorób układu krążenia.

A.J.: Jakie są czynniki odpowiedzialne za te choroby?
K.S.: W wielu badaniach próbowano zidentyfikować czynniki odpowiedzialne za choroby układu krążenia, a zwłaszcza za zawał serca, który jest jedną z najbardziej dramatycznie przebiegających chorób. Okazało się, że istnieje dziewięć czynników, na które mamy wpływ. Odpowiadają one za 90 procent ryzyka zawału serca. Najbardziej istotnymi przyczynami w rozwoju tego schorzenia jest zły poziom cholesterolu, otyłość, palenie oraz nadciśnienie tętnicze. W przypadku podwyższonego poziomu cholesterolu, aż u 61 procent Polaków jest to nierozpoznane, a nawet jeżeli choroba jest już rozpoznana, to tylko u 6 procent jest leczona skutecznie. W poprawieniu tych wskaźników może pomóc medycyna pracy, w ramach której wdrożony jest program badający poziom cholesterolu u pracowników zgłaszających się na badania okresowe.

A.J.: Czy problem ten dotyczy również młodego pokolenia?
K.S.: Do rozwoju chorób układu krążenia dochodzi przez całe życie, a biorą one początek w naszym dzieciństwie. Przeprowadzono badania pokazujące jak wygląda to u młodzieży szkolnej. Aż prawie 80 procent nastolatków cechuje niska aktywność fizyczna, nieco mniejszy odsetek, ale z tendencją wzrastającą stanowią niekorzystne nawyki żywieniowe. W dość istotnym odsetku jak na młodzież szkolną dochodzi do rozwoju nadwagi bądź otyłości. W ostatnim czasie podkreśla się dużą rolę aktywności fizycznej w zmniejszaniu ryzyka zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. Im więcej wykonujemy wysiłku fizycznego, tym mniejsze jest ryzyko zgonu.

A.J.: A co z dorosłymi?
K.S.: Aktywność fizyczna kuleje nie tylko u młodzieży, ale i u osób dorosłych. Niezwykle ważna jest codzienna aktywność fizyczna. Wytyczne mówią o co najmniej 150 a optymalnie o 300 minutach tygodniowo wysiłku o umiarkowanej intensywności lub co najmniej 75 minutach tygodniowo wysiłku o dużej intensywności. Taki wysiłek powinien trwać co najmniej 10 minut aż do wystąpienia zadyszki i zmęczenia.

Rozmawiał Andrzej Józefczyk