Drukuj

5af5fc3f c509 4692 b55a 5727639d7193

Jak ważnym miesiącem w najnowszej historii Polski jest czerwiec, pokazują wydarzenia z lat 1956 i 1976. Wówczas to na ulice Poznania oraz Radomia wyszli robotnicy w protestach przeciwko złym warunkom pracy, nieuczciwym naliczeniom premii za najbardziej wydajną pracę, a także podwyżkom cen na podstawowe artykuły spożywcze. Wielu za swoją determinację w obronie własnych praw zapłaciło najwyższą cenę. W Poznaniu, w czerwcu 1956 roku życie straciło aż 57 osób, dwadzieścia lat później w Radomiu również nie obeszło się bez ofiar śmiertelnych. W obydwu przypadkach doszło też do olbrzymich zniszczeń mienia, masowych aresztowań, sankcji w postaci zwalniania pracy, inwigilacji przez Służbę Bezpieczeństwa. W tym roku obchodzimy sześćdziesiątą piątą rocznicę Poznania i czterdziestą piątą Radomia.

Rok 1956 był pierwszym, w którym robotnicy oficjalnie zademonstrowali przeciwko ludowej władzy. Przedstawiciele klasy społecznej, teoretycznie najbardziej korzystającej z nowego systemu politycznego, zbuntowali się przeciwko swoim komunistycznym niby dobroczyńcom. Przynajmniej w rozumieniu teoretycznym socjalizmu. Żeby oddać jeszcze większy stopień ówczesnego kuriozum, to najbardziej niezadowoleni z sytuacji materialnej byli tak zwani przodownicy pracy. Czyli pracownicza czołówka, osiągająca najwyższe normy akordowe, jednym słowem robotnicza wizytówka PRL. Narzekali na zbyt wysokie opodatkowanie pensji, przez co otrzymywane wynagrodzenie okazywało się zbyt niskie względem wyników produkcyjnych. Tak działo się między innymi w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielskiego w Poznaniu, zajmujących się produkcją silników okrętowych, lokomotyw parowych, spalinowych, elektrycznych i wagonów kolejowych. Prowadzone rozmowy przedstawicieli załogi z władzami fabryki, jak i ministerstwem przemysłu nie dały rezultatu, w konsekwencji czego robotnicy podjęli strajk, a następnie wyszli na ulice Poznania. Władza odpowiedziała represjami, wyprowadzając wojsko i czołgi. Demonstracja z 28 czerwca 1956 roku została krwawo spacyfikowana, ludzie ginęli, ciężko ranni trafiali do szpitali. Jako się rzekło, życie straciło 57 osób. - Precz z komuną, precz z Ruskimi, precz z katami narodu - krzyczeli demonstranci. - Niech żyje Wojsko Polskie - rewanżowali się z kolei wojskowi. Rozgorzała regularna walka. Żołnierze strzelali, demonstranci podpalali, atakowali  czołgi. Jako barykad używali tramwajów, których zniszczono 33. Wszelkie sposoby przeciwstawienia się demonstrantów regularnej armii nie mogło zakończyć się pozytywnie. Nazywane przez niektórych powstanie poznańskie z czasem dogasało. Dzień po krwawych zdarzeniach, czyli 29 czerwca o godzinie 19.30 premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie, brzmiące między innymi tak: - Każdy prowokator, czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia - mówił Cyrankiewicz.

Czerwiec 56 Czerwonej ArmiiPoza ofiarami śmiertelnymi i rannymi były też osoby zatrzymane, poddawane ciężkim przesłuchaniom, czy torturom. W sumie śledztwem objęto 567 demonstrantów. Dość powiedzieć, że jeszcze w połowie lipca 1956 roku, czyli trzy tygodnie po zajściach, w aresztach przebywały 333 osoby. Procesy trwały wiele miesięcy, zaś trauma wśród uczestników pozostała na całe życie. Nastroje i emocje towarzyszące demonstrantom z 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu najlepiej oddaje przemówienie mecenasa Michała Grzegorzewicza, broniącego sprzeciwiających się władzy ludowej i protestujących przeciwko warunkom, w jakich pracowali ówcześni robotnicy. - Robotnicy wyszli na ulicę. Kto widział ten pochód, ten zapamięta go na zawsze. Gdy karnie szli w ordynku, szli zdyscyplinowani i z dumą i z godnością. Ale nie zapomnijmy o tym, że to nie szedł tłum spacerowiczów, tłum gapiów, tłum kibiców opuszczający boisko sportowe. Szedł tłum wrzący i kipiący, tłum gniewny. W miarę jak gęstniał, jak wzmagał się odgłos kroków, narastała również temperatura uczuć. Taki nastrój to dynamit. Niebezpieczna staje się każda iskierka - mówił w sądzie Michał Grzegorzewicz, cytowany w książce „Poznański Czerwiec 1956”. Blisko rok po wydarzeniach poznańskich głos na temat demonstracji zabrał z kolei Wincenty Kraśko, I sekretarz KW PZPR w Poznaniu podczas konferencji sprawozdawczo-wyborczej poznańskiej wojewódzkiej organizacji partyjnej. Oto fragment: - Wprawdzie zarówno Komitet Wojewódzki, jak i Komitet Centralny zdawały sobie od początku sprawę z tego, że główną i decydującą  przyczyną wypadków poznańskich były błędy i wypaczenia, które w ciągu długich lat nieznośnym ciężarem kładły się na barki robotników i budziły w ich sercach gorycz i zwątpienie, ale jednocześnie próbowano wśród uczestników strajku i demonstracji odszukać winnych. Trzeba jednak w tym miejscu gwoli prawdzie stwierdzić, że kierownictwo KW, aczkolwiek wykazało duże niezdecydowanie i chwiejność w wyciąganiu praktycznych wniosków politycznych płynących z oceny wydarzeń czwartkowych, w szeregu spraw ustępowało z zajętego przez siebie słusznego stanowiska pod naciskiem władz centralnych - tłumaczył się Wincenty Kraśko, I sekretarz KW PZPR w Poznaniu. Fragment przemówienia przytoczono w książce  „Poznański Czerwiec 1956”.

AR 306279939

Takowe stanowisko, niby w jakimś stopniu samokrytyczne, na nic się zdawało, kiedy na światło dzienne wychodziły zeznania postronnych świadków, opisujących krwawe zajścia na poznańskich ulicach. Należy do nich zeznanie Egona Naganowskiego, poznańskiego literata. - To było gdzieś około godziny 12. Widziałem w pierwszej chwili, że tłum tworzy półkole przed Urzędem Bezpieczeństwa. Odezwały się różne okrzyki. Przed samym gmachem stanęły trzy tramwajarki z polską chorągwią. Właśnie ten moment zaobserwowałem, kiedy do stojących kobiet oddano serie z Urzędu Bezpieczeństwa. Nie ulega wątpliwości, że stamtąd zaczęto strzelać. I w pewnej chwili ten sztandar był już postrzępiony. To działało psychologicznie na tłum. Wtedy jedna z tramwajarek osunęła się. Widocznie dostała postrzał. Druga zaprowadziła ją do płotu, oparła się o niego i w tym momencie też się osunęła. Została tylko jedna z tym sztandarem, potem i ona wycofała się i ten sztandar chwycił młody chłopak, 12, może 13-letni - opowiadał w książce „Poznański Czerwiec 1956” Egon Naganowski. Ta historia kończy się tragicznie. Młody chłopiec, zidentyfikowany jako Romek Strzałkowski ginie. To najlepiej dokumentowało bezwzględność władzy, a także determinację demonstrantów. Tak wielkie emocje i dramatyczne zdarzenia bardzo szybko eskalowały przemoc.

Konsekwencją Poznańskiego Czerwca była zmiana na szczytach partyjnych władz. Edwarda Ochaba na stanowisku I sekretarza KC PZPR zastąpił Władysław Gomułka. Początkowo solidaryzujący się z niezadowoleniem Polaków z dotychczasowych rządów ludowej władzy z czasem sam wystąpił przeciwko ludowi. I to dwukrotnie: w roku 1968 i 1970. Po wydarzeniach na Wybrzeżu w 1970 stracił władzę, a jego następca Edward Gierek również nie ustrzegł się błędów swoich poprzedników. 25 czerwca 1976 roku bowiem, mniej więcej w  połowie „dekady Gierka” doszło do zamieszek w Radomiu, wywołanych podwyżką cen na podstawowe produkty spożywcze. Protesty odbywały się również w innych częściach Polski, lecz w Radomiu i Ursusie właśnie były najbardziej intensywne. Do równie zdecydowanych zaliczyć należy działania i interwencje milicji oraz innych służb nie tylko radomskich, lecz wysłanych tam z innych polskich miast. W wyniku pacyfikacji śmierć ponieśli Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki. W wyniku pobicia lub późniejszych szykan najprawdopodobniej życie stracili Jan Brożyna, Stanisław Nowakowski i ksiądz Roman Kotlarz. Olbrzymia ilość uczestników została poszkodowana, bardzo wielu miało nieprzyjemności w pracy, z wypowiedzeniem włącznie. Część przeszła tak zwaną „ścieżką zdrowia”, czyli przez bolesne przesłuchania, podczas których siłą wymuszano zeznania. Z pozytywów wynikłych dla Polaków po tych protestach należy odnotować fakt o wycofaniu się rządu z podwyżek, które doprowadziły do wystąpień.

uid 3d4138c1cf7b006adbdb9ae84c432c641340862926549 width 1280 play 0 pos 0 gs 0 height 720 manifestacja na ul armii czerwonej obecnie swiety marcin w czerwcu 1956 r fot wikipediaWładza, jak to wcześniej i później bywało, znakomicie radziła sobie z wszelkimi problemowymi sytuacjami, w tym oskarżeniami społecznymi o ciężkie, bądź śmiertelne pobicia. Sprawy umarzano, sprawców nie wykrywano. Jak w przypadku wspomnianych już Jana Łabędzkiego i Tadeusza Ząbeckiego. Prokuratura Wojewódzka w Radomiu 11 listopada 1976 roku umorzyła dochodzenie w sprawie ich śmierci, co uzasadniono między innymi w taki oto sposób. - W dniu 25 czerwca 1976 roku w Radomiu, kiedy zgodnie z uchwałą Sejmu PRL miały odbywać się konsultacje ze społeczeństwem dotyczące proponowanych zmian w strukturze cen niektórych artykułów żywnościowych, grupy chuliganów, pasożytów i innych osobników z marginesu społecznego na ulicach miasta utworzyło zbiegowisko - czytamy w uzasadnieniu Mariana Pawłowskiego, wiceprokuratora Prokuratury Wojewódzkiej w Radomiu cytowanej w książce „Radomski Czerwiec 1976”. W dalszej części prokurator dowodzi, że napastnicy atakujący budynki urzędów i instytucji nie dopuścili do akcji ratowniczej samochody straży pożarnej i organów MO poprzez przewracanie napotkanych w pobliżu tych budynków pojazdów, czy ich przyczep. - W wyniku tych zajść szereg osób doznało obrażenia cielesne i zostało przewiezionych do miejscowego szpitala. Wśród wymienionych osób do szpitala na oddział anatomopatologiczny przewieziono zwłoki dwóch mężczyzn, jak się okazało Jana Łabędzkiego i Tadeusza Ząbeckiego. Przeprowadzono oględziny zewnętrzne i wewnętrzne wymienionych osób, które u Jana Łabędzkiego wykazały złamanie wieloodłamowe kości podstawy i sklepienia czaszki, złamanie kości twarzoszczęki, mnogie złamanie żeber z rozerwaniem płuca lewego, pęknięcie urazowe wątroby - czytamy dalej w rzeczonym uzasadnieniu.

U Tadeusza Ząbeckiego natomiast sekcja zwłok wykazała złamanie kości sklepienia i pokrywy czaszki, zmiażdżenie klatki piersiowej, rozerwanie serca z oderwaniem od pni naczyniowych, pęknięcie wątroby i szereg innych obrażeń. Lekarze stwierdzili, że opisane zmiany urazowe powstały najprawdopodobniej w wyniku przejechania względnie przygniecenia przez ciężki przedmiot o dużej powierzchni. - W toku prowadzonego postępowania czyniono starania, aby ustalić osoby, które widziały okoliczności w jakich ponieśli śmierć Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki. Podjęte wysiłki nie dały pożądanych rezultatów. Niewątpliwe jest jednak, że wymienieni mężczyźni uczestniczyli w zbiegowisku i na skutek aktywnego w nim udziału zostali przygnieceni przez pojazd samochodowy, który był przewrócony na jezdni w celu zatarasowania ulicy - napisano w konkluzji decyzji zamieszczonej w książce „Radomski Czerwiec 1976”. Od roku 1981 ofiary oraz poszkodowanych systematycznie rehabilitowano. Wcześniej otrzymywali oni wsparcie ze strony Komitetu Obrony Robotników, później zaś Solidarności. 29 marca 1981 roku matka Jana Łabędzkiego, Brygida Łabędzka, napisała do władz podanie o odszkodowanie za śmierć syna. Oto fragment treści: - Ja jako matka zostałam ukarana najbardziej. Mój syn zapłacił życiem za to, że komuś zachciało się zmieniać ceny żywności. Pragnę nadmienić, że wszystkie wydatki, włącznie z pogrzebem syna sama pokryłam na własny koszt. Od 1970 roku jestem wdową. Miałam wielkie nadzieje, że na starsze lata będę miała opiekę i pomoc syna. Proszę wejrzeć w moje ciężkie położenie i przyjść mi z pomocą - czytamy w piśmie zawartym w książce „Radomski Czerwiec 1976”. Jak rozpatrzone zostało podanie nie wiadomo.

f2fe0ad7 0ac0 4b40 a1e1 4824a11af8fd f1400x900 

Wiadomo natomiast, że wydarzenia zarówno w 1956, jak i 1976 rozbudziły w społeczeństwie nadzieje na przyszłość. Dodały odwagi, doświadczenia na organizacje kolejnych protestów. Przede wszystkim tych z roku 1980, które okazały się przełomowe w walce z komunistycznym ustrojem. Prowadzących do wyborów z 1989 roku i transformacji ustrojowej. Przytoczone zatem przykłady ofiar i dramatów miały olbrzymie znaczenie w kolejnych etapach patriotycznych dążeń wolnościowych.

Sebastian Czech