Drukuj

Rozmowa z Księdzem Krzysztofem Chudzio - Biskupem Pomocniczym Archidiecezji Przemyskiej, Proboszczem Parafii w Jasienicy Rosielnej w latach 2015-2020, którego święcenia biskupie odbyły się 2 maja br.

Biskup Chudzio

Sebastian Czech: Jest Ksiądz Biskup jedną z nielicznych osób, którym wiosna 2020 roku nie będzie się kojarzyć tylko i wyłącznie z epidemią koronawirusa. Początkiem kwietnia bowiem Papież Franciszek mianował Księdza Biskupem Pomocniczym Archidiecezji Przemyskiej, czyli przekazał wieść dla Księdza bardzo ważną i radosną w kontekście całej dotychczasowej kapłańskiej posługi oraz stanowiącą zapewne duże wyzwanie na przyszłość. W jakich okolicznościach zastała Księdza ta informacja, tutaj na miejscu w Jasienicy Rosielnej? Należała do tych spodziewanych? Może już wcześniej pojawiały się pojedyncze informacje sugerujące desygnację? A może po prostu była dla Księdza całkowitym zaskoczeniem?

Ks. biskup Krzysztof Chudzio: Z pewnością była to wiadomość zupełnie nieoczekiwana, bowiem w ostatnich czasach sporadycznie wskazywano kandydatów na biskupów spośród proboszczów. Wprawdzie Ojciec Święty Franciszek mocno podkreśla wagę duszpasterstwa, to jednak zawiadomienie stanowiło olbrzymie zaskoczenie. Nadeszło w czasie bezpośrednich przygotowań do Świąt Wielkanocnych, posługi związanej z sakramentem Pokuty w tych jakże innych i trudnych tegorocznych warunkach.

S. Cz.: Jakie są procedury biskupiego awansu, jakie warunki kapłan musi spełnić, ażeby otrzymać nominację, ile trwa cały ten tryb, kto wyznacza kandydata na biskupa, czego papież oczekuje od pretendenta?
Ks. K. Ch.: Posługi biskupiej nie należy rozważać w kategoriach awansu. Jest to raczej wezwanie do jeszcze bardziej gorliwej i odpowiedzialnej służby Ludowi Bożemu. A warunki, jakie kandydat musi spełniać bardzo dokładnie określają dokumenty Kościoła, zwłaszcza Kodeks Prawa Kanonicznego i Soborowy dekret o posłudze biskupów. Wśród nich podkreślić wypada konieczność niezachwianej wiary, znajomość dogmatów wiary i zdolność radzenia sobie z ich nauczaniem. Poza tym kandydat powinien mieć odpowiedni wiek, i jak podkreśla Kodeks, powinien cieszyć się dobrą opinią w swoim środowisku.

S. Cz.: Ilu biskupów powoływanych jest rocznie w Polsce, to liczba z góry określona, czy ściśle zależna od wartości kapłańskiej posługi?
Ks. K. Ch.: Ważne jest, abyśmy w tej kwestii popatrzyli na Kościół w kontekście religijnym, a nie tylko instytucjonalnym. Jest to Kościół Jezusa Chrystusa, czyli Wspólnota, która w Mocy Ducha Świętego zmierza do zbawienia. I stosując tu obraz św. Pawła Apostoła, mówiący o tej Wspólnocie, jak o organizmie, okazuje się, że Głową jest Chrystus, a więc On sam powołuje i wybiera Pasterzy w Kościele. Ale wiadomo, czyni to przez żywych i widzialnych ludzi. Jeśli uwzględnimy, że posługa biskupia jest służbą Ludowi Bożemu i dotyczy ona odpowiedzi na konkretne potrzeby w Kościele, to łatwo znajdziemy odpowiedź na to pytanie. Nie jest to zatem z góry określona liczba, a raczej pojawienie się konkretnych potrzeb jak np. vacat, czyli brak biskupa kierującego diecezją, potrzeba wsparcia biskupa diecezjalnego w jego zadaniach. Jeszcze raz podkreślę, że powołanie przez Ojca Świętego nowego biskupa nie wynika z potrzeby nagrodzenia kapłana, awansowania go, czy docenienia w ten sposób jego dotychczasowej posługi. Wartość każdej kapłańskiej posługi jest bezcenna, bo jest działaniem w imieniu Chrystusa, a jakość pracy duszpasterskiej, gdy chodzi o wybór na biskupa, staje się jedynie kryterium, które kandydat musi spełniać.

Biskup Chudzio

S. Cz.: Nominacja wywołała radość, satysfakcję, czy bardziej emocje kierował Ksiądz Biskup na sprostanie nowym wyzwaniom? A może trochę jedno i drugie?
Ks. K. Ch.: Nie chciałbym się w tej rozmowie koncentrować na sobie, ale było wielkie zaskoczenie, niedowierzanie, a przede wszystkim poczucie niegodności. Kocham Kościół i boję się, aby przez jakąś nieudolność nie stać się powodem złego myślenia o Kościele. To pierwsze myśli, teraz bardziej dochodzi poczucie odpowiedzialności, ale jednocześnie pojawia się tyle życzliwości i obietnic modlitwy, które w tych obecnie przeżywanych emocjach stają się autentycznie duchowym wsparciem.

S. Cz.: Co należy do obowiązków biskupa pomocniczego?
Ks. K. Ch.: Sama nazwa podpowiada, że główne zadanie polega na współpracy z biskupem diecezjalnym, pomaganie mu w pełnieniu obowiązków pasterza konkretnej diecezji. Ale nie można też zapominać o biskupiej misji jednoczenia się z Ojcem Świętym w trosce o Kościół na całym świecie. Dotyczy to posługi głoszenia Słowa Bożego, uświęcania i pełnienia zadań pasterskich.

S. Cz.: Papież przydzielił Księdzu Biskupowi stolicę tytularną Marazane, co to w praktyce oznacza?
Ks. K. Ch.: W tradycji Kościoła każdy biskup ma swoją diecezję. Jednak świat się zmienia, przez pewne wydarzenia, a także i naturalne migracje ludzi sprawiają, że niektóre obszary zupełnie się wyludniają albo nie ma tam już katolików. Biskup Marazane w którymś wieku nie mógł już pełnić swojego urzędu, dlatego został przyjęty przez innego biskupa na jego stolicy i tam mu po prostu pomagał. Biskup pomocniczy w archidiecezji przemyskiej nie jest biskupem przemyskim, jest nim Arcybiskup Adam Szal. To dlatego zrodziła się praktyka w Kościele nadawania biskupom pomocniczym tytularnej diecezji, która w rzeczywistości obecnie nie istnieje. Gdyby jakimś sposobem zaistniała, powinienem tam pojechać i objąć tę stolicę biskupią.

S. Cz.: Pracując w diecezji kamieniecko - podolskiej na Ukrainie, poza obowiązkami duszpasterskimi, pełnił Ksiądz Biskup również funkcję wikariusza generalnego, kanclerza kurii oraz sekretarza biskupa diecezjalnego Jana Olszańskiego. Te administracyjne doświadczenia pomogą w sprawowaniu godności biskupa pomocniczego w archidiecezji przemyskiej?
Ks. K. Ch.: Myślę, że wszystko co w życiu robimy, z czym się spotykamy, stanowi nasze doświadczenie. Biskup Jan Olszański był bardzo świątobliwym człowiekiem, obecnie w diecezji kamienieckiej prowadzony jest proces przygotowawczy do Jego beatyfikacji. Przebywanie kilkanaście lat bardzo blisko takiego człowieka z pewnością odcisnęło swoje piętno, to wielkie dobro, które mnie spotkało. Natomiast kwestie administracyjne ufam, że też stanowią pewne doświadczenie, bo choć to inny teren, można nawet powiedzieć inny świat (katolicy są tam w zdecydowanej mniejszości), to przecież zwłaszcza w początkowych latach była to współpraca z kapłanami i zakonnikami lub zakonnicami z Polski. Później, kiedy już większość stanowili księża i siostry zakonne, pochodzący z tamtych terenów, ta współpraca znów stanowiła dodatkową praktykę naznaczoną radością, że miejscowy Kościół zaczyna sobie sam już radzić i nam, kapłanom z Polski, należy powoli usuwać się w cień. Albo, tak jak w diecezji kamienieckiej, zupełnie zmienić miejsce, mając satysfakcję spełnionego zadania.

S. Cz.: Pozostając przy misji na Ukrainie podkreślić należy, że na wschód wyjechał Ksiądz Biskup w 1989 roku, czyli zaledwie rok po kapłańskich święceniach. To była Księdza inicjatywa? A jeśli tak, to ewentualnie z jakich przyczyn wynikała?
Ks. K. Ch.: Nadarzyła się okazja na turystyczne odwiedzenie tego kraju, czy tych terenów, a zaproszenie pochodziło od jednego z bardzo nielicznych kapłanów wyświęconych w Związku Radzieckim. Turystyka zakończyła się, zanim się zdążyła rozpocząć. Wobec ogromnego pola do pracy duszpasterskiej, prawie odruchowo włączyłem się w pomoc wspomnianemu księdzu. Po dwóch czy trzech tygodniach tamtejsi wierni i ksiądz prosili mojego biskupa o pozwolenie na kontynuowanie wspólnej pracy. Ks. Biskup Stefan Moskwa wobec tej prośby powiedział mi: „Pomyśl po kapłańsku i daj odpowiedź, czy chcesz zostać?”. Odpowiedź zdawała się jasna. Później poszło już łatwo, Biskup Ignacy Tokarczuk zwolnił mnie z parafii w Krośnie i skierował do pracy na wschodzie. Muszę tu dodać, że nie pozostałem zostawiony sam sobie, wszyscy biskupi z Przemyśla wspomagali tę posługę.

Biskup Chudzio

S. Cz.: Ukraina była wówczas jedną z republik współtworzących ZSRR, księża katoliccy nie należeli wówczas do najbardziej wyczekiwanych gości w tym kraju. Napotykał Ksiądz Biskup w związku z tym na dodatkowe problemy? Może spotkała księdza jakaś sytuacja, wspominana do dzisiaj?
Ks. K. Ch.: Czas mojego pobytu, to już inny świat, to czas po „pierestrojce”. W porównaniu co katolicy przeżyli w czasach komunizmu, nasza tam obecność to przysłowiowa sielanka. Jakieś drobne kwestie prawno-administracyjne się pojawiały, ale już dzisiaj ich zupełnie nie pamiętam. Generalnie trzeba powiedzieć, że w bezpośrednim odniesieniu władz nie odczułem żadnej wrogości, wręcz przeciwnie. Trudności w różnych okresach polegały raczej na kwestii zwrotu zabranych kościołów, czy własności kościelnej, to było bolesne dla miejscowej wspólnoty, czy kapłanów będących proboszczami. Po jakimś czasie również i tam udawało się osiągać zamierzone cele.

S. Cz.: Z drugiej strony rok 1989 przyniósł ustrojową rewolucję, w większości krajów bezkrwawą, a końcem 1991 oficjalnie upadło radzieckie imperium. Odczuwalnie zmieniło się życie w wolnej, niepodległej Ukrainie?
Ks. K. Ch.: Trudno odpowiedzieć na to pytanie, w czymś było łatwiej, w czymś trudniej. Po przyjęciu przez Parlament Ukrainy prawa wyznaniowego, jaśniejsza stała się sytuacja Kościoła katolickiego, a pozycja wyraźnie wzrosła dzięki kontaktom i odwiedzinom Ukrainy przez Ojca Świętego Jana Pawła II.

S. Cz.: Jako się rzekło, Ksiądz Biskup posługiwał w diecezji kamieniecko - podolskiej, zatem na ziemiach odgrywających olbrzymią rolę w historii Polski. Łatwo rozpoznać tę polskość tam na miejscu?
Ks. K. Ch.: Najłatwiej w budowlach, pomnikach sztuki, choć wiele z nich znajduje się w stanie ruiny lub zupełnie zmienionym przeznaczeniu w kościołach katolickich. Ale to bardzo szybko się zmienia. Część jest odbudowywana, część jeszcze bardziej popada w ruinę. Można również spotkać spore grupy Polonusów. Istniejące polskie stowarzyszenia czy szkoły podtrzymują tradycję i kulturę polską.

S. Cz.: Rzymskokatolicy, to głównie potomkowie naszych niegdysiejszych rodaków, czy w kościołach spotkać można również rdzennych Ukraińców?
Ks. K. Ch.: Nie wiem jak teraz, podejrzewam, że w miastach mogą nawet stanowić większość. Początkowo spotykało się rzeczywiście większość wiernych zadeklarowanych Polaków, lecz z czasem przybywali inni, przechowujący wiarę katolicką, ale na skutek zawieranych małżeństw mieszanych. Od kilku pokoleń wierni ci deklarowali inną przynależność narodową.

S. Cz.: Napotykał Ksiądz Biskup na polsko-ukraińskie animozje, czy nastawienie do historii jest pozytywne wśród tamtejszej ludności?
Ks. K. Ch.: Jako duszpasterze unikaliśmy takich sytuacji, czy dyskusji na nazwijmy to „trudne tematy”. Zasadniczo na terenie za Zbruczem polsko-ukraińska przeszłość oraz teraźniejszość nie stanowiły żadnego problemu.

S. Cz.: Miał Ksiądz Biskup sposobność remontowania katedry kamienieckiej, prowadzenia prac budowlanych?
Ks. K. Ch.: Tym bezpośrednio zajmował się ks. Proboszcz katedry, ks. Roman Twaróg TChr. To on w Kamieńcu Podolskim jest bohaterem odbudowy katedry. Oczywiście wspierali parafianie, a po wielkiej inflacji i trudnościach gospodarczych Ukrainy wsparcie dla Kościoła na Ukrainie przyszło z zagranicy. Głownie z Niemiec, Austrii, Ameryki i oczywiście z Polski.

Biskup Chudzio

S. Cz.: Spędził Ksiądz Biskup na Ukrainie 16 lat, innymi słowy długi czas. Można go nazwać szkołą życia lub jakąś szczególną życiową praktyką, lekcją?
Ks. K. Ch.: Pan Bóg mi pozwolił przeżyć czas, gdzie na bieżąco mogłem przebywać, spotykać się ze wspaniałymi ludźmi, bohaterami wiary, Kościoła, prawdy. Ci odważni ludzie, kochający Pana Boga i pozostający wierni wierze Ojców uczyli mnie, jak bronić i troszczyć się o wartości. Nie mogę pominąć spotykania i przebywania z odważnymi kapłanami i siostrami zakonnymi, którzy przybyli na tamte tereny z Polski. Wymiana doświadczeń to przecież nie do przecenienia depozyt.

S. Cz.: Po pobycie na Ukrainie powrócił Ksiądz Biskup do Przemyśla, w sumie do rodzinnego miasta. Tęsknił Ksiądz za swoimi stronami?
Ks. K. Ch.: To prawda, Przemyśl to miasto, gdzie uczyłem się w szkole średniej, a potem seminarium i faktycznie, co jakiś czas przychodzi mi powracać do tego miasta. W końcu jestem kapłanem archidiecezji przemyskiej. A co do tęsknoty? Przyznam się, że w tej kwestii nie było zbytnio czasu, aby się nad tym zastanawiać.

S. Cz.: Przemyśl zwany również miastem tysiąca zabytków, miastem kościołów, czy w końcu Rzymem Północy, wpłynął w jakimś stopniu na wybór drogi życiowej? Kapłaństwo miało alternatywę, brał ksiądz pod uwagę, przynajmniej na jakimś etapie nauki w związku z innymi zainteresowaniami, studia na innym kierunku niż teologia, czy powołanie do stanu duchownego stanowiło nienaruszalny priorytet?
Ks. K. Ch.: To tak jak przy każdym powołaniu, gdzieś tam w głębni duszy człowiek wie, że powinien odpowiedzieć na nie, ale jednak broni się. A więc trochę ucieka w poszukiwanie jakichś ciekawych zainteresowań Tą obroną było dla mnie wymyślanie studiów, umówiłem się z kolegą na Politechnikę. Ale skończyło się na tym, że on tam poszedł, a ja w tym czasie złożyłem dokumenty do seminarium.

S. Cz.: W Księdza Biskupa posłudze zawsze wszystkie drogi prowadziły do Przemyśla, ponieważ historia zatoczyła koło i ponownie przeprowadził się Ksiądz do tego miasta. Żal opuszczać jasienicką ziemię, gdzie spędził Ksiądz Biskup 5 lat?
Ks. K. Ch.: Pocieszam sią tą myślą, że troski duszpasterskiej o Jasienicę nikt mi nie zabiera i nikt mnie też nie zwalnia z tego obowiązku. Dochodzą tylko jeszcze inne parafie w archidiecezji przemyskiej. Więc nie zamierzam żegnać się z Parafianami, a Jasienicę w sercu nosić będę w szczególnym miejscu. Poza tym, pewnie niejedna posługa biskupia wypadnie mi w Jasienicy Rosielnej.

Rozmawiał Sebastian Czech
fot. www.przemyska.pl