Drukuj

Infułat Julian PudłoKsiądz Infułat Julian Pudło obdarzył Brzozów przychylnością i serdecznością. Przywiązał się do tego miejsca, traktował miasto oraz parafię jako swoje miejsce na ziemi, swój dom. Taki ciepły, życzliwy, niczym rodzinny, w którym wszyscy mogą na siebie liczyć. Bo tak traktował parafian, po prostu jako najbliższych. Szanował ich i ufał im. Szczerość intencji Proboszcza brzozowianie wyczuwali, przez co odwzajemniali relację. Mijały zatem lata, zmieniały się czasy, ustroje, gospodarcze uwarunkowania, a współpraca Kapłana z mieszkańcami trwała w następujących po sobie dekadach. Dokładnie od roku 1954 do 2020, czyli 66 lat. Od przybycia Księdza Juliana do Brzozowa, przez Jego wieloletnie działania ugruntowujące świetność brzozowskiej świątyni, aż po opiekę ze strony tutejszych duchownych oraz świeckich nad Księdzem Infułatem w ostatnich latach długiego życia. Bo zgoda między Księdzem Julianem, a społeczeństwem Brzozowa naprawdę budowała. Zarówno w sensie materialnym, czyli podczas prac w kościele, jak i duchowym, czyli związanym z wiarą i jednoczeniem się ludzi w miejscu religijnego kultu. Postawa taka przyczyniała się ponadto do konstruowania, a następnie podtrzymywania więzi międzyludzkich. Okazało się, że w przypadku Infułata, tutejszych księży i brzozowskich parafian, nierozerwalnych. Prawdziwe poczucie wspólnoty, bezinteresownego wsparcia pozwoliło Księdzu Julianowi Pudło przeżyć w Brzozowie całe dorosłe życie i wpisać się złotymi zgłoskami w dzieje miasta i regionu. Mieszkał i pracował tutaj od 28 aż do 94 roku życia. Posługiwał z oddaniem, co potrafili docenić parafianie. Był dobrym Duszpasterzem i dobrocią odwdzięczano mu się do ostatnich dni.

 

- W Brzozowie czuł się doskonale. Często opowiadał o kościele, o mieście, o ludziach, wreszcie o nadziejach, troskach, sprawach bieżących. A obowiązków mu nie brakowało. Do jednych z najważniejszych należał między innymi remont kościoła. W tamtych czasach stanowiło to prawdziwe wyzwanie. Sklepy świeciły pustkami, nie oferowały takiego asortymentu budowlanego, jak współczesne, olbrzymie supermarkety branżowe. Dlatego cały czas jeździł, załatwiał, tam i z powrotem. Nie zniechęcał się jednak, nie uskarżał. Miał jasno wytyczony cel i do niego dążył. Mimo przeciwności losu, utrudnieniom w kupieniu potrzebnego materiału. Pokonywał bariery, nie cofał się, działał z zaangażowaniem i przeważnie dopinał sprawę. Cechowała go pracowitość, odporność na niedogodności, upór i cierpliwość - wspominał Franciszek Pudło, brat Infułata. Wymienione cechy Ksiądz Julian Pudło wyniósł z domu rodzinnego. Dorastał w nieodległej Korczynie, w czasach skrajnie trudnych, podczas drugiej wojny światowej. W dniu rozpoczęcia działań zbrojnych miał 13 lat, zaś w 1943 roku zginął ojciec rodziny, Władysław. Przynajmniej częściowo odpowiedzialność za dom musiały przejąć najstarsze dzieci, w tym właśnie nastoletni Julian. - Mama Zofia została sama z siedmiorgiem dzieci, co już uświadamia skalę problemów, z jakimi musiała się borykać. Poza tym ojciec zawodowo trudnił się stolarstwem, wybudował duży zakład stolarski w Korczynie, funkcjonujący zresztą do dzisiaj. Zaciągnął też na inwestycję zobowiązania, nie w bankach, ale u osób prywatnych, pozostające oczywiście do spłaty. Julian praktykował w stolarni, przejawiał nawet smykałkę do tego zajęcia, jednak wybrał kapłaństwo, co spotkało się rzecz jasna z aprobatą rodziny - wracał do dawnych czasów Franciszek Pudło.

Infułat Julian Pudło

Ksiądz Julian Pudło ukończył Liceum Ogólnokształcące w Krośnie. W roku 1948 złożył egzamin dojrzałości i wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Prymicje odbyły się 29 czerwca 1953 roku, a pierwszą parafią Księdza była podrzeszowska Przybyszówka. - Z bratem Julianem dzieliło nas 15 lat. Był moim starszym bratem, autorytetem. Ale takim prawdziwym, po prostu w pewnym sensie go podziwiałem, miał na mnie oraz na resztę rodzeństwa dobry wpływ. Służył przykładem i swoistym dopingiem w realizacji jakiegoś zamierzenia. Zawsze bardzo dobrze się uczył, dużo czytał, a jednocześnie przyjeżdżał do rodzinnego domu, pomagał na kilkuhektarowym gospodarstwie. Lubiłem z nim pracować przy żniwach. Wszystko robił dokładnie, zgodnie ze sztuką, a jednocześnie zagadnął, opowiedział coś ciekawego. Robota szła szybko, przy nim wydawała się lżejsza. Miał osobowość oddziałującą na innych, ponadto losy rodziny całe życie były mu bliskie. Tuż po święceniach Julian zorganizował nam, czyli rodzeństwu, wycieczkę do Częstochowy i Oświęcimia. Bardzo tę wyprawę przeżywaliśmy, należała wszak do najważniejszych wydarzeń naszego ówczesnego życia. Miałem wtedy 12 lat i za sobą dwa wyjazdy pociągiem do Dębowca i Przemyśla. Trzecia podróż tym środkiem transportu do Częstochowy i Oświęcimia wywoływała wielką radość. Daleka trasa, i to w miejsca, o których do tej pory czytało się w książkach. Ponadto sprawa hitlerowskiego obozu koncentracyjnego uchodziła wtedy za całkiem nieodległą przeszłość, co jeszcze mocniej oddawało tragedię więzionych. Tamta pielgrzymko-wycieczka utrwaliła się w mojej pamięci na zawsze - podkreślił młodszy brat Księdza Pudło.

Pracowitość dla Księdza Infułata Juliana Pudło i Jego rodzeństwa była podstawą egzystencji. W równym stopniu szansą na przetrwanie, co roztaczającą szerokie perspektywy. Rodzeństwo zatem, mimo różnicy wieku, miało wspólne tematy, łączyły wszystkich życiowe postawy. To zbliżało, zachęcało do spotkań, spędzania razem świąt. Przywiązanie do rodzinnego domu, rodzinnych stron, wzajemne uczucia, przyciągały wszystkich w stare, domowe progi. - Prawdziwą tradycją stały się wigilie świąt Bożego Narodzenia. Julian każdego roku w nich uczestniczył. Śpiewaliśmy kolędy, wspominaliśmy. Po godzinie 23 wyruszaliśmy natomiast do Brzozowa, ponieważ brat odprawiał Pasterkę. Zawsze zdążyliśmy na czas. Julian kochał swój dom, rozmowy z najbliższymi, dążył do powstrzymania tradycji, ale obowiązki duszpasterskie traktował jako najważniejsze. Brzozowa, kościoła nie odstępował. Relacje rodzinne pielęgnował, lecz sprawy parafii uważał za absolutny priorytet. Potrafił to pogodzić, dlatego należał do ludzi spełnionych i szczęśliwych - stwierdził Franciszek Pudło.

Infułat Julian Pudło

Jako się rzekło Ksiądz Infułat Julian Pudło imponował pracowitością, zaangażowaniem i oddaniem sprawie. Posługę w Brzozowie rozpoczął w najtrudniejszych dla kościoła czasach. Rządowa ekipa Bieruta kontynuowała w połowie lat pięćdziesiątych działania represyjne wobec duchownych. – Próbowano uderzyć w kościół – wspominał przed laty w jednym z wywiadów opublikowanych w Brzozowskiej Gazecie Powiatowej Ksiądz Julian Pudło. Od razu przejął edukacyjną pieczę nad młodzieżą z Liceum Ogólnokształcącego oraz Liceum Pedagogicznego w Brzozowie. – Biorąc pod uwagę mój brak doświadczenia, nie było to dla mnie łatwe zadanie. Prowadziłem katechezę w kościele, w zakrystii, potem w dawnym skarbcu. Przychodziły jedna, dwie lub trzy klasy i uczyliśmy się w zimnie, bez nagłośnienia. Podziwiałem tych młodych ludzi, którzy nie narzekali, tylko garnęli się na lekcje, chcąc wzbogacić się duchowo – opowiadał Ksiądz Julian Pudło. Po trzynastu latach posługi w parafii w Brzozowie, w 1967 roku, został proboszczem. Sprawowanie tej funkcji wiązało się z dodatkowymi wyzwaniami, którym należało sprostać. Najważniejszym z nich była konieczność rozpoczęcia prac restauracyjno-konserwatorskich przy brzozowskiej świątyni. – Po objęciu funkcji proboszcza z miejsca przystąpiłem do działania. Zgłosiłem się do ówczesnych władz, do kurii biskupiej, konserwatora w Rzeszowie i przedstawiłem konieczność gruntownego remontu i ratowania zabytkowego kościoła w Brzozowie – podkreślił Ksiądz Infułat. Zdeterminowany był na tyle, że dotarł do prorektora Politechniki Krakowskiej, prof. dr inż. Sylwestra Oleszkiewicza, który osobiście zbadał stan sklepienia i zdecydował, że... należy zamknąć kościół. – Opinia taka zrobiła na mnie odpowiednie wrażenie. Nie zrażałem się jednak i poczyniłem starania, żeby Politechnika Krakowska objęła swoim patronatem ratowanie kościoła w Brzozowie – mówił Infułat. Precyzyjne, długofalowe prace, przy dużych nakładach finansowych i przy wielkim zaangażowaniu pracowników oraz mieszkańców Brzozowa, przyniosły efekty. W następnej kolejności przystąpiono do tynkowania całego kościoła i tynkowania. Prace odnawiające polichromie trwały 7 lat, a prowadzili je Władysława i Konstanty Tiuninowie z Warszawy, którzy odnawiali również kościół akademicki św. Anny w Warszawie. Konserwatorzy z Krakowa zajęli się natomiast pracą przy odnawianiu ołtarzy, w tym głównego. Odnowiono też fronton kościoła, rozbudowano organy. Słowem przywrócono świetność brzozowskiej Kolegiacie. - Uniwersytety rozwijają umysły, akademie muzyczne doskonalą głos i słuch, uczelnie sportowe ćwiczą muskuły, a Kościół kształci człowieka wewnętrznie. Poszliśmy więc za tym projektem, zakładającym rolę świątyni w zmienianiu nas na pięknych, szlachetnych ludzi - tak postrzegał funkcję Kościoła Ksiądz Infułat Julian Pudło.

Głoszenie słowa Bożego uważał za coś niezwykle ważnego. Z każdą kolejną mszą świętą wydłużał kazanie, ponieważ analizował swoje teksty, czy homilie. Po następnym jej wygłoszeniu uważał, że należy coś dodać, rozwinąć dany wątek, czy zapisaną wcześniej myśl. - Stosy książek na biurku w kancelarii świadczyły, że Ksiądz Infułat nigdy nie szedł na mszę nieprzygotowany. Zawsze, niezależnie od wieku, pisał swoje wystąpienia na kartkach. Potem na pewno po części od nich odbiegał, ale szkielet homilii zawsze miał nakreślony - oznajmił podczas kazania na pogrzebie Infułata Ksiądz Marek Pieńkowski. Ksiądz Infułat Julian Pudło osobiście głosił wiele rekolekcji i dbał, żeby do Brzozowa zapraszać najlepszych rekolekcjonistów. Upowszechnianie słowa Bożego było jego pasją, wrodzonym obowiązkiem, czymś, co stawiał na pierwszym miejscu. Wykazywał się ponadto gorliwością w duszpasterstwie szerzej rozumianym. Sporo czytał, jeździł na sympozja, szukał nowych form i próbował wcielać je w życie. - Pamiętam anegdotyczną sytuację, kiedy to wikariuszem w brzozowskiej parafii był Ksiądz Stanisław Kudyba, ceniony spowiednik i kaznodzieja o dużych zdolnościach pedagogicznych. Radził sobie z uczniami niesfornymi, przeszkadzającymi w prowadzeniu katechezy. Sadzał ich w pierwszej ławce i potrafił zainteresować przekazywanymi treściami. Po 4 latach Księdza Stanisława przeniesiono do innej parafii, ale po pewnym czasie Ksiądz Infułat postanowił przywrócić go do Brzozowa. I uczynił to. Ksiądz Stanisław zapytał ówczesnego Proboszcza dlaczego ten tak zadecydował, na co otrzymał odpowiedź: będziesz duszpasterzem dla trudnej młodzieży. Po prostu Infułat troszczył się o każdego, próbował dotrzeć do każdego, nawet wykluczonego. A jeśli sam nie miał odpowiedniego podejścia, to szukał kapłana z odpowiednimi predyspozycjami. Potrafił docenić umiejętności innych, zauważał zdolności, i co najważniejsze, umiał je wykorzystać, spożytkować dla dobra parafian - podkreślił Ksiądz Marek Pieńkowski.

Infułat Julian Pudło

 

W 2001 roku Ksiądz Infułat Julian Pudło przeszedł na emeryturę. Nigdy nie krytykował, nie narzekał, miał świadomość przemijania, zmian zachodzących w świecie. Żył pogodnie również w drugim etapie życia. Jego dokonania należy rozpatrywać nie tylko w zakresie duchowym, czy funkcjonowania brzozowskiej parafii. Oddziaływał bowiem daleko poza tę skalę, czy miarę, stając się jedną z najważniejszych postaci miasta i powiatu drugiej połowy dwudziestego wieku. Wpływał nie tylko na postawy młodzieży poprzez wspomniane jej kształcenie, ale również inspirował działania wolnościowe, upamiętniając między innymi parafian poległych podczas drugiej wojny światowej, czy więźniów politycznych brzozowskiego Urzędu Bezpieczeństwa uwolnionych w czasie akcji zorganizowanej w grudniu 1944 roku. Odszedł na wieczny spoczynek 27 marca 2020 roku przeżywszy 94 lata. Z czego 66, podkreślmy raz jeszcze, spędziwszy w Brzozowie.

Sebastian Czech

Kilka zdjęć z życia ks. Infułata Juliana Pudło