Książka i pasja

Literatura rozkochuje szybko i skutecznie. Wciąga, pochłania, wprowadza w świat miłości, sensacji, podróży, historii, tradycji, filozofii, humoru, poezji, w zależności od gatunku. Pozostaje niczym nie zmąconą przyjemnością, nie wymagającą specjalnego miejsca, nowoczesnych rozwiązań technologicznych, praktycznie żadnego zachodu. Tylko zwykłego fotela, krzesła lub tapczanu. Książka i czytelnik, to duet skazany na szczęście. Uczucie do literatury wszak ewoluuje i niektórzy czytelnicy z czasem zostają pisarzami. Nie chcą już tylko przyswajać fabuły, ale pragną mieć na nią bezpośredni wpływ. Poznawanie treści przestaje wystarczać, pojawiają się nowe marzenia i wyzwania. Tyczące tworzenia.  Na ich realizację niektórzy czekają długo, inni zaś plany niemal natychmiast wcielają w życie. Do drugiej grupy należy Anna Sobota z Brzozowa, obecnie uczennica drugiej klasy Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, mająca w swoim dorobku trzy powieści:  „When I Love You”, „Diamentowe Cienie” oraz „Winter Hearts. Świąteczne zamieszanie”.

Pierwszą z nich, „When I Love You” napisała jeszcze w szkole podstawowej, w wieku 14 lat. Tak szybki debiut to rzadkość w pisarskim świecie. – Mam rozeznanie w środowisku literackich debiutantów i nie poznałam innej wydającej książkę 14-latki. Znam 17, 18-latków, ale o młodszych nie słyszałam – zaznacza Ania Sobota. Przygoda z książkami młodej pisarki rozpoczęła się dość tradycyjnie, podobnie jak u innych miłośników literatury. – Czytać nauczyłam się w wieku 5 lat. W przedszkolu, wiadomo, zainteresowałam się bajkami, komiksami i historiami przeznaczonymi dla najmłodszych. Szybko przestawiłam się na książki dla starszej grupy dzieci i tak systematycznie gromadziłam i czytałam coraz poważniejsze tytuły, oczywiście między innymi szkolne lektury. Nie odbywało się to przypadkowo, ponieważ miałam od kogo brać przykład. Mama i babcia bardzo dużo czytały, zauważałam to, więc postanowiłam pójść ich śladem. Nie pożałowałam, bo książki i świat w nich przedstawiany pochłaniały mnie coraz bardziej. Treści szybko zainteresowały, później zafascynowały, aż w końcu literatura stała się moją pasją. Po prostu nie wyobrażałam sobie już życia bez książki – wyjaśnia Ania. Szczególnie chętnie sięgała po książki o tematyce historycznej. To historii drugiej wojny światowej poświęcała najwięcej uwagi w odwiedzanych bibliotekach. – Tak naprawdę szukałam od wczesnej młodości swojego miejsca w literaturze. Nie zamykałam się na jeden gatunek, nie ograniczałam do fantastyki, romansów, czy historycznej. Z biegiem lat czułam, że coś mi się czyta lepiej, coś gorzej, jakieś treści przyswajam szybciej, inne wolniej. Obecnie najczęściej sięgam po literaturę obyczajową, ale historycznej nie zarzuciłam całkowicie – określa  swoje zainteresowania 16-letnia pisarka.

Jak szybko Ania zaczęła czytać, tak samo młodo postanowiła spróbować pisać. Poza szkolny debiut zanotowała w 5 klasie szkoły podstawowej podczas konkursu na opowiadanie ograniczone do odpowiedniej liczby słów. – Pani poinformowała mnie o takim wydarzeniu, a że pisanie wypracowań całkiem dobrze mi szło, to postanowiłam spróbować. Konkurs był ogólnopolski, a zajęłam w nim drugiej miejsce. Rezultat oznaczał dla mnie sukces, dodał bezwzględnie skrzydeł i utwierdził w przekonaniu o słuszności decyzji dotyczącej próby napisania książki. Można stwierdzić, że konkurs przesądził o podjęciu wyzwania – podkreśla Ania Sobota. Debiuty, jak to debiuty, bywają trudne. Nie zawsze wszystko pójdzie zgodnie z planem, nie zawsze treści w całości znajdą akceptację u Czytelnika. – Powiem szczerze, że recenzje mojej pierwszej książki „When I Love You” trochę mnie zdołowały. To były ciężkie emocje, ale wyprostowałam je, nie mam teraz chwil zwątpienia. Po pierwszej publikacji, po różnych opiniach, pomyślałam, czy warto w to dalej brnąć. Oczywiście po kolejnych dwóch książkach nie było całkiem z górki, ale porzuciłam myśli o zaprzestaniu pisania. Wręcz przeciwnie, postanowiłam mocno pracować nad warsztatem. Te wydarzenia dowiodły, że nie wolno się poddawać, Wygranym jest ten, kto był przegranym, ale spróbował jeszcze raz. Chcę, żeby to wybrzmiało, zresztą w rozmowach z Czytelnikami zawsze podkreślam, że warto dążyć do spełnienia marzeń – zapewnia po własnych doświadczeniach Ania.

W pisaniu powieści nie ma jakiegoś obowiązującego schematu, każdy autor podchodzi do tego indywidualnie. – Osobiście lubię zapisywać oś fabuły, w sposób chronologiczny wydarzenia powieści, a także harmonogram historii w poszczególnych rozdziałach. Z przyczyn porządkowych, żeby akcję cechowała spójność, żeby nie popełniać gaf, przykładowo nie powtarzać losów bohaterów, czy epizodów. Na początku nie mam w głowie całej treści. Wiem jak się rozpocznie i w jakich okolicznościach zakończy, a reszta przychodzi w tak zwanym międzyczasie – tłumaczy swoją metodę pisania młoda autorka. W książce „Winter Hearts. Świąteczne zamieszanie” Ania przedstawia uczucia młodych ludzi, między innymi negatywnie doświadczonych przez miłość. Zdradzona studentka, Clara przyjeżdża na święta Bożego Narodzenia z wielkiego miasta na rodzinną prowincję, ciesząc się ciepłą, podniosłą atmosferą, poświęcając czas na spotkania z przyjaciółmi, wspomnienia, wspieranie rodziców w przygotowaniu wigilijnego przyjęcia. Za sprawą znajomych poznaje chłopaka Jacka, który potrzebował zaledwie kilku spotkań, aby ją oczarować, zaintrygować, a w niedługim czasie rozkochać. Barierę wszelako tworzy poprzedni związek bohaterki, nieszczęśliwie zakończony. Niczym demony powracają negatywne wspomnienia, włącznie ze sceną zdrady. Strach przed kolejną bliską relacją wydaje się być systematycznie przełamywany, zaś osobowość kolegi zainteresowanego związkiem dokładnie odwrotna do poprzednika. Szczere są również intencje absztyfikanta, poświęcającego cały swój wolny czas na spotkania z koleżanką, czy głoszone pełne zachwytu komplementy. Kiedy eksplozja namiętności coraz bliższa, następuje zwrot akcji. Kolejna zdystansowana postawa dziewczyny uświadamia chłopakowi niemożliwą misję. Clara z kolei, zdając sobie sprawę z faktu zniechęcenia starającego się o jej względy, decyduje, że wart on zaufania i spieszy do domu ojca Jacka, gdzie powrócił na czas świąt. Niestety już go nie zastaje, bowiem Jack wyjechał na lotnisko, udając się do metropolii na uczelnię. – Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że miłość nie zawsze jest cukierkowa, czy kolorowa. Powieść to rzecz jasna fikcja, lecz pewne elementy z życia realnego powinna zawierać. Jako czytelnik nie przepadam za historiami z oczywistym happy-endem. Dlatego jako autorka staram się tworzyć fabułę zaskakującą – mówi Ania.

W książce wrażenie robi też opis domowego ogniska, jako oazy spokoju, odpoczynku, ciepła, miłości, słowem miejsca wyjątkowego, gwarantującego odskocznię od stresującej rzeczywistości, często bogatej w skomplikowane wydarzenia, ciężkie przeżycia, trudne emocje. Właśnie w rodzinnej, świątecznej atmosferze skutecznie się resetujemy, wracamy do przeszłości, wprowadzamy w sentymentalny nastrój, przysparzający mnóstwo radości. – Uwielbiam atmosferę, jaką mamy w naszym rodzinnym domu. Razem możemy się pośmiać, popłakać, czasami pokrzyczeć, bo nie we wszystkim się zgadzamy. Ale zawsze wieczorem siadamy do kolacji, na której uzupełniamy nie do końca przegadane tematy. Rozchodzimy się zadowoleni, zbudowani wzajemnym wsparciem. Uważam, że tak właśnie powinno wyglądać rodzinne życie. Dlatego jestem wdzięczna moim najbliższym za wspaniały klimat, wiem, że nie każdy może się takim cieszyć. W „Zimowych sercach” chciałam bohaterce stworzyć dom zgodny z moimi wyobrażeniami. Zresztą podobnie, jak Clara lubię pobyć w wielkim mieście, pożyć w zgiełku, ale z radością wracam do spokojnej okolicy, otoczonej naturą, gdzie dominuje cisza. Błogość i sielskość sprzyjają skupieniu, a to z kolei pisaniu. Nie jestem w stanie pisać rozproszona. Tylko maksymalnie skoncentrowana, w ciszy, ewentualnie przy odgłosach gdaczących kur, czasami szczekającego psa. Jazgot przejeżdżających samochodów, czy pokrzykujący lub głośno rozmawiający ludzie za oknem odpada. Wiadomo, że intensywność pisania zależy też od dnia. Czasami siedzę przed komputerem i gapię się w jedno zdanie, a innym razem czuję, że wena aż we mnie buzuje i mam potrzebę przelania jej na moich bohaterów. Ale spokój, skupienie i cisza to podstawa mojej twórczości – dzieli się autorka swoimi doświadczeniami.

Akcja w książkach Ani osadzona jest głównie w Stanach Zjednoczonych, w tamtejszych miastach, zaś imiona bohaterów anglojęzyczne. – Chcę przenieść Czytelnika w świat, z którym nie ma do czynienia na co dzień – wyjaśnia młoda pisarka. Z Czytelnikami natomiast utrzymuje kontakt przede wszystkim internetowo, chociaż nie brakuje też bezpośrednich. – Miałam spotkania w szkołach z uczniami, a niedawno z wielką przyjemnością przebywałam na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. To dla mnie nie lada przeżycie, bogate w rozmowy z Czytelnikami, jak i autorami z całej Polski oraz zza granicy. Autorów na targi zgłaszają wydawnictwa, mnie zaanonsowało Novea Res, które wydało moje dotychczasowe trzy publikacje. Przyznaję, że po otrzymaniu maila z propozycją wyjazdu, popłakałam się ze szczęścia. Takie wydarzenia dodają energii, optymizmu, wkraczasz w świat książki, masz kontakt z ludźmi, dla których książka to niezwykle ważna część życia. Niesamowite doświadczenie, które pozostanie ze mną na długo – zapewnia Ania. Po literaturę nastolatki sięgają również jej najbliżsi. – Często o moich książkach dyskutuję z babcią, która przekazuje mi swoje spostrzeżenia, czasami też swoich koleżanek, również będących po lekturze. Cenię sobie konstruktywne uwagi, takowe bowiem naprawdę rozwijają, ubogacają warsztat, treść. Oczywiście dostosowuję się niejednokrotnie do argumentów Czytelników, jeśli uznam je za zasadne. Absolutnie nie należę do tych, którzy kurczowo trzymają się własnych wizji i pomysłów. Spojrzenie z boku również jest niezwykle istotne. Wytrawni Czytelnicy wiedzą, co w fabule ważne, co w niej brakuje, a czego za dużo. Uważam, że wszystkie racje należy przemyśleć, przeanalizować i podejmować stosowne decyzje. Oczywiście łatwo nie jest, ponieważ Czytelnicy są w różnym wieku, zarówno między 18, a 30 rokiem życia, również w wieku dojrzałym, każdy zatem ma swoje doświadczenia, przekonania wpływające na świadomość i dygresje tyczące treści książek, postawy ich bohaterów. Dlatego też opinie są różnorodne, ale najczęściej inspirujące – podkreśla autorka.

Ania Sobota uczy się obecnie w drugiej klasie Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, w ramach edukacji domowej. Wybrała taki tryb nauki, a realizację postanowienia umożliwiała placówka w Tarnowie. – Uczę się sama i gdy przerobię pewną część materiału, jadę do Tarnowa zdawać. Mam podanych kilka terminów, których muszę przestrzegać. Taki system edukacji wymaga samodyscypliny i systematyczności. Jeśli ktoś uważa, że można wstać rano i przez cały dzień robić co mu się podoba, jest w błędzie. Plan dnia układam precyzyjnie, niczego nie mogę zaniedbać. Ani nauki, ani książek, ani innych obowiązków. Pisanie to zajęcie czasochłonne, więc wymaga odpowiedniego rozkładu codziennych czynności, bo marnowanie czasu odbija się negatywnie, zarówno w odniesieniu do nauki, jak i pisania. Póki co metoda w pełni mi się sprawdza, trafiłam z decyzją. Dziękuję rodzicom, że na taki system edukacji przystali i mi zaufali. Powiedzieli rób, jak uważasz, rozważ tylko wnikliwie „za” i „przeciw”. Posłuchałam i podeszłam do tematu naprawdę dokładnie i dogłębnie. Teraz się cieszę i czerpię korzyści – mówi Ania. Autorka nie ma problemów z nauką. Preferuje rzecz jasna przedmioty humanistyczne, lecz ze ścisłymi też sobie nieźle radzi. Na rozszerzenia wybrała biologię, język polski i angielski, co potwierdza wszechstronne zainteresowania.

A wszystko dzięki mądremu, dojrzałemu podejściu do rzeczywistości. Żeby zadbać o przyszłość, życiowe perspektywy Ania, jak zresztą każdy młody człowiek, musi się uczyć i wykształcić. Z czego młoda pisarka w pełni zdaje sobie sprawę. – Nie mam gwarancji utrzymywania się z pisania. Byłoby pięknie, bo łączyłabym pasję z zarabianiem na życie, lecz nie wykluczam szukania stabilnego, regularnego zatrudnienia. Życie z pisania zapewnia tylko wysoka sprzedaż książek. Oczywiście stanowi to jedno z moich dążeń, jednakże konkurencja na rynku spora. Dlatego konieczna życiowa alternatywa – twierdzi Ania. Nastoletnia autorka dużo pisze, przypomnijmy: wydała już 3 książki, ale też czyta. Gustuje w literaturze obyczajowej i historycznej, czyli w dużym stopniu zbieżnej z tworzoną. – Myślę, że pisarz powinien chcieć czytać, więc do księgarń zaglądam dość często. Jeśli przemierzam alejki między półkami z książkami bez określenia konkretnego zakupu, a kiedy mam już tytuł ustalony, to schodzi krócej. Zresztą umykam w miarę szybko, żeby czegoś przypadkowo zauważonego nie dokupić. Część książek czytam ściśle dla przyjemności, inne próbuję analizować, zaczerpnąć z nich coś dla własnej twórczości. Lektury szkolne natomiast czytam z obowiązku, chociaż w tym roku przerabiamy między innymi trylogię, a powieść historyczna zawsze mnie interesowała – oznajmia pisarka. Trzy książki to w przypadku 16-letniej Ani imponujący dorobek. Podziw dla niej tym większy, że kolejną już napisała, wysłała do wydawnictwa i czeka na odpowiedź. – Tempo pisania jest różne. Na przykład po „Diamentowych cieniach” praktycznie natychmiast pojawił się pomysł na kolejną powieść „Zimowe serca”. Po jej napisaniu natomiast nic nie przychodziło mi do głowy. Trzy tytuły jeden po drugim wyczerpały mózg, który stwierdził, że czas na wakacje, trzeba odpocząć. Po pauzie wena wróciła i do boju – wspomina Ania.

Realizowana pasja dodaje skrzydeł, energii, wspiera mentalnie, wyznacza cele na przyszłość. Ania już o tym wie, ponieważ spełnia marzenia. Kiedyś skryte, dzisiaj będące rzeczywistością. – Jak przychodzi wyczekiwana paczka z wydaną, wydrukowaną publikacją, nie posiadam się z radości i dumy. Przez dłuższą chwilę trzymam książkę w rękach, przeglądam, wpatruję się w nią. To niesamowite, wspaniałe uczucie spełnienia, szczęśliwości. Wiem, że włożyłam w książkę całe serce, wszystkie posiadane umiejętności. Każdą z moich książek widziałam na księgarskich półkach, co również wywołało niezwykłe emocje. Dla takich chwil warto pisać. Nie wyobrażam sobie przestać tworzyć. Jestem na takim etapie zaawansowania, że mogę nawet pisać dla siebie, do szuflady. To część mnie, mojej osobowości, mojego życia. Uwielbiam budować, kreować te historie, udoskonalać je. A potem oczekiwać przesyłki z wydaną książką. I oczywiście nasłuchiwać opinii Czytelników. Do zobaczenia w księgarniach – podsumowuje Anna Sobota, pisarka.

Sebastian Czech

Content | Menu | Access panel